Liczba wyświetleń

czwartek, 13 czerwca 2013

Możemy pomóc dzieciom w Afryce

Zrodzona z wrażliwości i potrzeby serca dwóch rodowitych choszcznian Fundacja DZIECI AFRYKI stopniowo toruje sobie drogę do świadomości mieszkańców naszego miasta. Choć ta cenna inicjatywa liczy sobie dopiero niespełna rok, założyciele fundacji, Robert Noga i Paweł Warakso, zdążyli już z nią dotrzeć do szerokiego kręgu odbiorców. 
Z warunkami życia mieszkańców położonej w Kamerunie miejscowości Nguelemendouka zapoznali się już uczniowie kilku choszczeńskich szkół. Młodzież z Zespołu Szkół Nr 1 i Nr 3 miała w ramach Tygodnia Misyjnego okazję poznać warunki życia i problemy rodzin w Afryce. Poruszone losem swoich rówieśników dzieci ze Szkoły Podstawowej Nr 1 zaangażowały się, dzięki pośrednictwu fundacji, w zbiórkę darów dla małych mieszkańców Czarnego Lądu.
Z początkiem 2010 roku inicjatorom akcji udało się dotrzeć również do przedstawicieli choszczeńskich instytucji. W zorganizowanym w styczniu, na zaproszenie dyrektora Poradni Psychologiczno -Pedagogicznej w Choszcznie, seminarium informacyjnym wzięli udział pracownicy poradni, policji, prokuratury, pedagodzy szkolni oraz pracownicy Powiatowego Centrum Pomocy Rodzinie. Spotkanie miało na celu propagowanie idei fundacji w środowisku lokalnym pozyskiwanie jak najszerszego grona osób mogących wspierać jej działania, przedstawienie realizowanych w fundacji programów pomocowych, uwrażliwienie na potrzeby żyjących niejednokrotnie w skrajnej nędzy mieszkańców Afryki.
Z dużym zainteresowaniem i żywym  oddźwiękiem spotkała się przedstawiona w trakcie spotkania prezentacja multimedialna, wsparta wzruszającą, bo opartą na własnych doświadczeniach i osobistych kontaktach opowieścią prezesa fundacji, Roberta Nogi.

Fundacja wspiera działalność misyjną Sióstr Michalitek, starając się pozyskiwać fundusze na budowę domu dla sierot, wyżywienie dzieci z najuboższych rodzin, opiekę zdrowotną oraz edukację.
Potrzeby są ogromne, bowiem większość z liczących po kilkanaścioro dzieci rodzin jest w stanie zapewnić im zaledwie jeden posiłek dziennie, tylko co trzecie dziecko w Kamerunie może uczęszczać do szkoły, bywają klasy, które liczą częstokroć nawet powyżej 100 uczniów. Brakuje podręczników, leków, środków na opiekę medyczną.
W prowadzone przez fundację dzieło pomocy włączyć się może każdy, podejmując opiekę nad osieroconym lub ubogim dzieckiem w ramach „ Adopcji Serca” (w ramach której udało się dotychczas pozyskać do współpracy 15 rodzin z Choszczna i okolic), przekazując środki umożliwiające młodym Kameruńczykom kontynuację nauki po ukończeniu szkoły podstawowej w ramach programu „Bilet do Świata” czy wspierając budowę sierocińca. Różnego typu inicjatywy organizacyjne podejmować można także w ramach wolontariatu, ofiarowując fundacji własny czas oraz posiadane umiejętności. 
                                                TY TEŻ MOŻESZ NAM POMÓC!!! 


Fundacja do Krajowego Rejestru Sądowego została wpisana 10 czerwca 2009 r. pod numerem KRS 0000331212 i zgodnie ze statutem prowadzi działalność na rzecz ubogich mieszkańców Afryki i innych krajów Trzeciego Świata.
NIP 524-26-80-254



  
Warto pomagać !!!  
Głód i Afryka‒te dwa pojęcia wydają nam się niemal synonimami i to do tego stopnia, że rzadko zastanawiamy się dlaczego właściwie Czarny Ląd skazany jest na taki a nie inny los.
 
Ostatni raport Banku Światowego wskazuje na najważniejsze przyczyny tego stanu rzeczy. Główną myślą przewodnią raportu jest stwierdzenie, że Afryka ma potencjał do tego, aby sama się wyżywić. Na przeszkodzie stoją dwa główne czynniki: ograniczenia w swobodnym handlu żywnością oraz niska kultura produkcji rolnej (brzmi być może niezbyt poprawnie politycznie, ale za to prawdziwie).

Okazuje się, że tylko 5% zbóż importowanych przez afrykańskie państwa pochodzi z tego kontynentu. Samo tylko zniesienie barier celnych mogłoby zwielokorotnić wolumen obrotów na rynku żywności przynosząc w rezultacie miliardy dolarów dochodu dla poszczególnych krajów. Bez takich działań klęski głodu w Afryce będą się powtarzać regularnie. Obecnie np. około 20 milionów ludzi jest zagrożonych głodem w rejonie Sahelu (zachodnia Afryka).

Jak powiedział Makhtar Diop‒vice przewodniczący Banku Światowego ds. Afryki „zbyt często bariery celne stoją na drodze do dostarczania żywności do tych krajów i tych społeczności, które tego najbardziej potrzebują”. Ograniczenia w handlu skutkują również wzrostem cen na produkty żywnościowe i paradoksalnie zniechęcają producentów żywności do zwiększania produkcji, gdyż ich zysk jest tylko niewielkim procentem ceny końcowej produktu. Dodatkowymi utrudnieniami są również wysokie koszty transportu związane z koniecznością przekraczania wielu granic, co w warunkach wszechobecnej korupcji na granicach generuje dodatkowe wydatki. Wiele krajów afrykańskich prowadzi także politykę zakazującą uprawy wysoko wydajnych odmian zbóż, a także zakazuje stosowania bardziej wydajnych nawozów sztucznych rzekomo w obawie przed negatywnymi skutkami dla środowiska naturalnego.

Wszystkie powyższe czynniki sprawiają, że kontynent obfitujący w żyzne gleby o sprzyjającym klimacie nie może uporać się z tak podstawowym problemem jak zapewnienie swoim mieszkańcom wystarczającej ilości pożywienia. Zdaniem Banku Światowego sytuacja może ulec poprawie jedynie wtedy, gdy rządy poszczególnych krajów afrykańskich zrozumieją, że tylko wdrożenie przyjaznej i stabilnej polityki promującej wolny handel zachęci producentów żywności do powiększenia areałów upraw i zainwestowania w jej dalszy rozwój. To z kolei pozwoli w krótkim czasie na ograniczenie niedoborów żywności w najbardziej potrzebujących rejonach kontynentu.
 

 http://www.coslychacwbiznesie.pl/assets/8956208_l.jpg

środa, 12 czerwca 2013

Co dalej?

Prognozy dla Afryki nie są pomyślne. Jeśli nie nastąpi jakaś rewolucja w sposobie udzielania pomocy krajom na czarnym lądzie, miliardy dolarów nadal będą wydawane bez widocznej zmiany na lepsze. Jedyną drogą do poprawy sytuacji w Afryce, wydaje się postawienie na jak największe usamodzielnienie się krajów od pomocy z zewnątrz. Dlatego też niezmiernie istotna jest pomoc w edukowaniu Afrykańczyków (około 75 proc. to analfabeci!) tak, aby oni sami mogli próbować rozwiązywać swoje problemy. W wielu miejscach zamiast kolejnych ton kaszy lub ryżu, dobrym rozwiązaniem mogłoby być zbudowanie systemu nawadniania pól, tak aby ludzie sami mogli uprawiać ziemię i żywić się jej plonami. Przedsięwzięcie to kosztowne, ale jego pozytywne efekty są nie do ocenienia. Oczywiście nie można zaprzestać obecnych działań organizacji humanitarnych, jednakże jeśli ich celem jest faktyczna pomoc mieszkańcom Afryki, konieczna jest rewizja i zmiana form pomocy. Wielu Afrykańczyków, których poznałem to przesympatyczni ludzie, którzy nie czują tak silnego w Polsce, jak i w wielu miejscach na świecie, pędu do posiadania. Oni cieszą się tym co mają, a często mają tak niewiele…
 
 

Trochę historii.

Jednym z głównych powodów obecnej sytuacji w Afryce są decyzje europejskich mocarstw, podjęte w XIX wieku. Na konferencji w Berlinie w 1885 roku Bismarck wraz z innymi przywódcami podzielili Afrykę na kolonie. W toku politycznych negocjacji Europejczyków, czarny ląd potraktowany został jak urodzinowy tort, z którego każdy chciał otrzymać jak największy kawałek. Walka o wpływy spowodowała, że kilka, a czasami kilkadziesiąt plemion o całkowicie odmiennych kulturach i zwyczajach zamykano w sztucznie wyznaczonych granicach. Te zupełnie odmienne społeczności zmuszone zostały do współistnienia pod panowaniem białych, a przede wszystkim do pracy dla białych. Afrykańskie kolonie służyły Europie jako dojne krowy. Eksploatowano wszystkie możliwe zasoby, gospodarki nowo powstałych krajów rozwijano tylko w celu wyeksportowania jak największych ilości dóbr. Zaniedbano całkowicie rozwój kulturalny, nie wspominając o edukacji. Miejscowa ludność służyła jako tania siła robocza, a jeśli stawiała jakikolwiek opór dochodziło do masowych mordów.

Po wywalczeniu niepodległości przez kolonie, w latach 50. i 60. XX wieku sytuacja w Afryce wcale nie uległa poprawie. Nowe państwa powstawały w granicach starych kolonii, a do władzy dochodzili najczęściej okrutni dyktatorzy. Sytuację na kontynencie doskonale opisuje Kapuściński, który podróżował po wyzwalających się krajach Afryki i opisał te dramatyczne wydarzenia w książce pod tytułem “Heban”. Dyktatorzy rządzili długo, a ich władza oznaczała mordowanie przeciwników z innych plemion. Przykładem mogą być wieloletnie czystki pomiedzy plemionami Tutsi i Hutu w Ruandzie. A nawet gdy udało się zaszczepić wzorce demokratyczne w niektórych krajach, najczęściej kończyło się to ogromnymi nadużyciami władz.
Doprowadzało to do bogacenia się elit i ubożenia ogółu ludności. Tak niepewna sytuacja polityczna trwa w wielu krajach do dziś. Przy okazji wyborów parlamentarnych wybuchają regularne starcia plemienne. Wyniki są fałszowane. Dyktatorzy, systemy jednopartyjne, korupcja - to jedna strona medalu. Druga jest jeszcze gorsza - w Sudanie, czy Somalii ciągnie się odwieczna wojna, brak ciągłej władzy i walki doprowadziły mieszkańców tych krajów nie na skraj, a do całkowitej nędzy. Kogo to w końcu interesuje, że choćby popularne ze względów turystycznych Seszele są rządzone twardą, dyktatorską ręką?

Afryka dziś.

Borykająca się z problemami etnicznymi, żywnościowymi i konfliktami militarnymi na tym tle to Afryka Anno Domini 2007. Konflikty między plemionami napędzają konflikty polityczne w całym regionie, co skutecznie odstrasza garstkę i tak bardzo odważnych inwestorów zagranicznych. A już na pewno skutecznie zniechęca lokalny drobny kapitał do jakichkolwiek działań. Zresztą w Afryce kapitał prywatny ogranicza się do drobnych właścicieli ziemskich - problem własności ziemi jest wciąż jedną z największych przeszkód dla gospodarki rynkowej- oraz do rzemieślników i handlarzy w większych osiedlach.
Problem żywnościowy to z kolei problem znany w Afryce od zarania dziejów. Tak naprawdę 50% powierzchni kontynentów to wielki magazyn kwarcu. Nadające się pod uprawę grunty nie przeszły natomiast w tak dużym stopniu zielonej rewolucji jak to miało miejce choćby w Indiach czy Chinach, które odzyskały samowystarczalność żywnościową. Walka o ziemię uprawną, o wodę pitną czy o teren wypasu bydła nakłada się na konflikty etniczne a często bywa ich zarzewiem. Jednak o prawdziwej eskalacji konfliktu na modłę afrykańską można dopiero mówić gdy do sporu o wodę, tereny uprawne oraz terytorium plemienne dołożymy to co jest wielkim bogactwem Afryki - złoża surowców naturalnych. Z taką swoitą fuzją konfliktów mieliśmy ostatnio do czynienia w Sudanie w prowincji Darfur. Konflikt chwilowo zażegnano ale paradoksalne pytanie pozostaje: Jak to się dzieje, że bieda Afryki wynika wprost z jej bogactwa.






Biedna Afryka. Bogata Afryka. Jaka Afryka?

Dotykając problemów gospodarczych Afryki nie sposób nie poświęcić kilku słów genezie pewnych problemów. Początek szerszego zainteresowania się Afryką (w znaczeniu pomocy dla kontynentu) datuje się na czasy powojenne. Mało kto przed drugą, a na już pewno przed pierwszą wojną światową podnosił kwestię pomocy Afryce na forum międzynarodowym. Co nie oznacza oczywiście, że problem nie istniał, że ludzie nie głodowali czy nie byli masowo mordowani przez kolonizatorów. Rzecz ciekawa - dopiero po zrzuceniu jarzma kolonii, a zatem w latach 50-tych i 60-tych ubiegłego wieku problem zaczął być dostrzegany przez opinię publiczną. Odcięte od swych metropolii, z którymi były związane nawet nie tyle politycznie co gospodarczo, przestały sobie radzić. Kolonizatorzy wycofując się z okupowanych terenów wycofali nie tylko kapitał ale i czynnik ludzki w postaci wykwalifikowanych pracowników oraz to co dziś z angielska nazywamy know-how. Problem w tym, że pozostawione samym sobie młode państwa afrykańskie nie tylko nie wiedziały how ale i what. Myliłby się ten jednak bardzo ten kto uważa, że całość problemów tego kontynentu ma swe korzenie w jego kolonialnej przeszłości. Młode państwa afrykańskie pozostawiono z największym błędem jakiego dopuścili się Europejczycy - sztuczny (południkowy i równoleżnikowy) podział granic. Problemy etniczne miały stać się codziennością dla Afryki na kolejne dziesięciolecia...







 

 



Życie codzienne !!!!

Ulice tanzańskich miasteczek opisywałem już przy okazji wpisu o Arushy. Tym razem zapraszam do obejrzenia zdjęć, obrazujących to, co można zaobserwować idąc zarówno przedmieściami dużych miast, jak i jadąc samochodem setki kilometrów. To właśnie w takich okolicach najczęściej mieszkaliśmy, to takie drogi przemierzaliśmy. Mogliśmy tam obserwować kawał ludzkiego życia, nawet jeśli była to obserwacja przez stłuczoną przednią szybę w samochodzie…