Trochę historii.
Jednym z głównych powodów obecnej sytuacji w Afryce są decyzje europejskich mocarstw, podjęte w XIX wieku. Na konferencji w Berlinie w 1885 roku Bismarck wraz z innymi przywódcami podzielili Afrykę na kolonie. W toku politycznych negocjacji Europejczyków, czarny ląd potraktowany został jak urodzinowy tort, z którego każdy chciał otrzymać jak największy kawałek. Walka o wpływy spowodowała, że kilka, a czasami kilkadziesiąt plemion o całkowicie odmiennych kulturach i zwyczajach zamykano w sztucznie wyznaczonych granicach. Te zupełnie odmienne społeczności zmuszone zostały do współistnienia pod panowaniem białych, a przede wszystkim do pracy dla białych. Afrykańskie kolonie służyły Europie jako dojne krowy. Eksploatowano wszystkie możliwe zasoby, gospodarki nowo powstałych krajów rozwijano tylko w celu wyeksportowania jak największych ilości dóbr. Zaniedbano całkowicie rozwój kulturalny, nie wspominając o edukacji. Miejscowa ludność służyła jako tania siła robocza, a jeśli stawiała jakikolwiek opór dochodziło do masowych mordów.Po wywalczeniu niepodległości przez kolonie, w latach 50. i 60. XX wieku sytuacja w Afryce wcale nie uległa poprawie. Nowe państwa powstawały w granicach starych kolonii, a do władzy dochodzili najczęściej okrutni dyktatorzy. Sytuację na kontynencie doskonale opisuje Kapuściński, który podróżował po wyzwalających się krajach Afryki i opisał te dramatyczne wydarzenia w książce pod tytułem “Heban”. Dyktatorzy rządzili długo, a ich władza oznaczała mordowanie przeciwników z innych plemion. Przykładem mogą być wieloletnie czystki pomiedzy plemionami Tutsi i Hutu w Ruandzie. A nawet gdy udało się zaszczepić wzorce demokratyczne w niektórych krajach, najczęściej kończyło się to ogromnymi nadużyciami władz.
Doprowadzało to do bogacenia się elit i
ubożenia ogółu ludności. Tak niepewna sytuacja polityczna trwa w wielu
krajach do dziś. Przy okazji wyborów parlamentarnych wybuchają regularne
starcia plemienne. Wyniki są fałszowane. Dyktatorzy, systemy
jednopartyjne, korupcja - to jedna strona medalu. Druga jest jeszcze
gorsza - w Sudanie, czy Somalii ciągnie się odwieczna wojna, brak
ciągłej władzy i walki doprowadziły mieszkańców tych krajów nie na
skraj, a do całkowitej nędzy. Kogo to w końcu interesuje, że choćby
popularne ze względów turystycznych Seszele są rządzone twardą,
dyktatorską ręką?
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz